
Jest cudownie, wczoraj wzięłam potrójną dawkę loratadyny i czułam się jak zombie cały dzień, uczę się po nocach, piję kawę i red bulla hektolitrami, a i tak zasypiam na lekcjach. Przez ostatnie dwa tygodnie nadrabiam zaległości w ilości czasu poświęconego na naukę w całym moim życiu. Nie mam czasu na rysowanie, o czytaniu nie wspominając ( a przydałoby sie w końcu dokończyć tą miesiąc temu zaczętą książkę), ale na kontemplowanie mojej marnej egzystencji przed telewizorem, i owszem mam.
Mało rzeczy mnie obchodzi, ale jak już o jakąś dbam, wszystko musi się walić i zadawać ból. Już sama nie wiem czego chce i czego w ogóle powinnam chcieć.
